Reklama

Rodzinne piekło pod jednym dachem

Opublikowano: wt, 7 maj 2019 10:18
Autor:

Rodzinne piekło pod jednym dachem - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości - Całe Ciechanki się na to trzęsą, jak ona ma sumienie go wygnać? Od 10 lat żyje bez prądu, bronią mu chodzić przez podwórze, zaszczuli człowieka – mówi jedna strona konfliktu. - Niech go sobie zabiorą, z nim się nie da żyć – mówi druga. 

Nieduży parterowy dom w Ciechankach Krzesimowskich. Z sieni jedne drzwi prowadzą do Ryszarda P., pozostałe do rodziny L. W lutym sąd zdecydował o eksmisji Ryszarda P. 

- To granda – mówią kuzyni i znajomi, zebrani w gronie kilku osób na pobliskiej posesji. – On w tym domu mieszka od urodzenia, ma udział w jego budowie, kupił drzewo na tę chałupę, ciesielkę robił. Tak być nie może. Jemu się tam miejsce należy jak psu buda. 

Żeby w XXI wieku bez światła?

- Dopóki pracował, było dobrze. Teraz wyganiają. Jak na starość żyły zwapniałe, nadciśnienie i chore serce – mówią kuzyni i znajomi Ryszarda P.

Ma 70 lat. Kawaler. Samotny. Jest bratem ciotecznym właścicielki posesji. Jego rodzona siostra mieszka w Łęcznej. Jej syn przywozi stryjowi jedzenie. Wozi go do lekarza, czy – teraz - adwokata. Ale jak załamuje ręce rodzona siostra: - Przeganiają nas, nie wpuszczają. Robią trudności.

Siedzimy w kuchni państwa K., sąsiadów i kuzynów obu stron konfliktu:  - Pani, my jego rówieśnicy. Razem się chowaliśmy. Razem do szkoły chodziliśmy. Szkoda chłopa, pomagał ludziom, pracował, miał dryg do roboty, do ciesielki. A to koryto, a to drzwi ludziom robił. Mało u kogo we wsi nie robił. Jemu trzeba opieki, żeby mu ciepło było, a nie takiej poniewierki. On im pomagał ile mógł, a dziś go wyrzucają. Pasował im, dopóki mógł robić. 

- Jak nie mieli na prąd, przyszedł do mnie 400 zł pożyczyć, bo w całym domu odetną. Masz powiedziałem, ale mi buraki oplewisz, a dziś to on bez prądu żyje - wspomina kolega P.

- Świecę sobie świeczką albo latarką - mówi "Wspólnocie" Ryszard P. 

Konflikt w spadku  

Kuzyni mówią: - Ich  jest pięcioro do tego gospodarstwa. Nikt nie wziął spłaty. Jak to jest, że ona właścicielka? Jemu się 1/5 należy. 

Ryszard P: - Sprawę mi zrobiła o eksmisję, odwołałem się. Ja tu mieszkam 70 lat, wcześniej nie było problemów, zaczęły się jakżem zachorował, jej mężowi najbardziej przeszkadzam. 

POZOSTAŁO JESZCZE 80 PROC. TREŚCI

(…)

Więcej w elektronicznym (CZYTAJ TUTAJ) i papierowym wydaniu Wspólnoty Łęczyńskiej (dostępnym w punktach sprzedaży).

Jolanta Chwałczyk 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE