Reklama

Mikołajki w dziecięcej oparzeniówce

Opublikowano: pon, 11 gru 2017 15:34
Autor:

Mikołajki w dziecięcej oparzeniówce - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Już od trzech lat w każdą rocznicę powstania dziecięca oparzeniówka w Łęcznej zaprasza małych pacjentów. Po wspólnym kolędowaniu do dzieci przychodzi Mikołaj z paczką słodkości. Na końcu rodzice z dziećmi mogą skorzystać z konsultacji specjalistów od chirurgii plastycznej.

- Dla nas wszystkich w tym szpitalu to jest dzień ładowania akumulatorów na następny rok. Widzimy radość w oczach i w uśmiechach waszych dzieci, a pamiętamy jak przyjeżdżały tu do nas, pamiętamy przerażenie w oczach rodziców – powiedział dyrektor szpitala w Łęcznej Krzysztof Bojarski witając gości. 

- Dzieci są zupełnie inne niż dorośli, są szczere, niezakłamane, ich reakcje są naturalne - mówił prof. Jerzy Strużyna, szef Wschodniego Centrum Leczenia Oparzeń i Chirurgii Rekonstrukcyjnej w Łęcznej. - Dzieci omijajcie szpitale szerokim łukiem. To nie ma sensu. Pan Bóg wie co robi. Macie takie organizmy, które same się kurują, same się leczą, a my tylko nie powinniśmy przeszkadzać w tym - dodał.  

W tym roku na spotkanie z Mikołajem i z lekarzami przyjechało kilkadziesiąt maluchów z opiekunami, czasami z rodzeństwem. W części artystycznej wystąpiły dzieci z GOK w Puchaczowie, które śpiewały m. in. kolędy. Na koniec do małych pacjentów przyszedł Mikołaj z paczkami pełnymi słodyczy.

W ciągu trzech lat istnienia Dziecięcy Oddział Oparzeń przyjął ponad 620 dzieci z różnych stron Polski. To jeden z trzech takich oddziałów w Polsce, jedyny po tej stronie Wisły.  

Wśród prawie 200 tegorocznych pacjentów były dwa ciężkie ekstremalne przypadki. - Dwie dziewczynki, dwu- i trzylatka miały oparzenia przekraczające 50 proc. powierzchni ciała. Przyczyną, tak jak w większości takich zdarzeń był wrzątek, którym dzieci oblewają się ściągając na siebie naczynie z gorącym płynem – mówi Magdalena Bugaj, lekarz specjalista z zakresu chirurgii plastycznej w łęczyńskim szpitalu.

- Dziewczynki spędziły na oddziale oparzeń około dwóch miesięcy, wyzdrowiały, ale wymagają dalszego leczenia, m.in. likwidacji przykurczy i skorygowania blizn - dodaje.

Najmłodszy pacjent WCLOiChR z wadą wrodzoną miał dwa miesiące, a z oparzeniem siedem miesięcy.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE